czwartek, 13 sierpnia 2015

Bruksela - stolica Europy, w której wszystko jest przypadkiem






















Bruksela od wieków jest ważnym miejscem w Europie. Najpierw była stolicą krainy Brabancji, a od XIII wieku to znaczący ośrodek tkactwa oraz istotny przystanek na szlaku handlowym z Brugii do Kolonii. Po II wojnie światowej Bruksela stała się centrum zjednoczonej Europy. To tu w 1958 r. powstała siedziba Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, a następnie Wspólnoty Europejskiej. Nazywana jest obecnie stolicą Unii Europejskiej - to tu znajduje się Parlament Europejski. W 1967 r. została tu również przeniesiona z Paryża kwatera główna NATO. Wszystkie te informacje wskazywać powinny na to, że jest to miasto niezwykłe. Po części tak jest, ale ta niezwykłość przez każdego będzie odbierana inaczej. 

Podobno do każdego miejsca można przypisać słowo, które najlepiej je określa. Z Brukselą kojarzy mi się "przypadek". Spacerując po mieście można bowiem odnieść wrażenie, że wszystko, co tam się znajduje to wynik czystego przypadku. Już sam symbol miasta - figurka siusiającego chłopca - jest zastanawiający. Według jednej z legend, Manneken pis przedstawia syna jednego z belgijskich królów. Malec zaginął w czasie polowania w lesie. Po kilkudniowych poszukiwaniach, gdy wszyscy stracili już nadzieję na odszukanie królewicza, pewien spragniony leśniczy udał się nad szemrzący strumyczek. Po tym, jak odsunął gałęzie, zagradzające źródło wody, zobaczył  nagiego, sikającego chłopca. Istnieje też przekonanie, że w XIV w. mały chłopiec, który oddał mocz na palący się lont uratował miasto od zniszczenia. Tak czy owak, Manneken pis stoi w jednej z uliczek, prowadzących na brukselski rynek. Zaskakujące są jednak wymiary chłopca z brązu. Jest on tak mały (61 cm), że udało mi się go przeoczyć podczas pierwszego spaceru po mieście. Jego lokalizację zdradzają jednak tłumy turystów - każdy chce mieć przecież zdjęcie z siusiającym malcem. Co ciekawe, czasami można zobaczyć go w ubraniu. Miał on na sobie czerwone wdzianko świętego Mikołaja, charakterystyczny biały kombinezon Elvisa Presleya, a nawet krakowski strój ludowy (w 2007 r. z okazji Tygodnia Małopolskiego). Podobno oglądanie ubranego Manneken pisa przynosi szczęście. Za sprawą parady, która właśnie odbywała się w Brukseli - mnie się udało! Oto on:


















































Mijając siusiającego chłopca można dotrzeć na rynek miasta - Grand Place, który jest jednym z najpiękniejszych w Europie. W 1998 r. został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Plac otacza wspaniały gotycki ratusz, otoczony domami cechów kupieckich, powstałymi w XVII wieku oraz Dom Króla, czyli pałac, w którym znajduje się obecnie Muzeum Miejskie (jego dumą jest imponująca kolekcja ceramiki i wyrobów ze srebra). Rynek jest ulubionym miejscem spotkań mieszkańców i turystów, odwiedzających Brukselę. Siada się tu gdzie popadnie - na krawężniku, na murku pod ratuszem lub po prostu - na środku placu.













































































Co dwa lata, w połowie sierpnia, Grand Place pokrywa kolorowy dywan z 800 tysięcy świeżych begonii. Jest on tak precyzyjnie przygotowywany, że kwiatów nie uszkadza wiatr, a ich świeżość utrzymuje się przez 5 dni. Weekend z kwiatowym dywanem jest wyjątkowy - wieczorem "ożywa" on w rytm muzyki i świateł. Kolejny raz będzie go można podziwiać w 2016 r. Powstawanie dywanu zwykle można śledzić za pośrednictwem kamer, zamontowanych na rynku (Webcam). Całość wygląda mniej więcej tak:

Zdjęcie przedstawia makietę Grand Place, znajdującą się Mini Europie w Brukseli.

























W Brukseli zwracają uwagę także liczne murale. W sumie jest ich około 50, a prawdziwi fani obrazkowych opowieści potrafią przyjechać do Brukseli tylko po to, aby odnaleźć je wszystkie. Kolorowe obrazki, w większości ,żywcem wyjęte z komiksów powoli stają się kolejnym znakiem rozpoznawczym miasta. Jak to się stało? Przypadek! Pierwsze rysunki powstały w 1993 r. Potem kolejne i kolejne. W sumie bez żadnej konkretnej przyczyny. Warto jednak zaznaczyć, że słynny komiksowy Tintin to przecież dzieło belgijskiego artysty Georges'a Remi. Seria powstała w latach 30. i zaliczana jest do najpopularniejszych komiksów europejskich XX wieku. Szukając teraz informacji dotyczących murali w Brukseli, zaczęłam żałować, że odnalazłam ich tylko kilka.
























































Kolejny element miasta, który je identyfikuje to oczywiście Atomium - powiększony 150 miliardów razy model kryształu żelaza o wysokości całkowitej 103 metry. Zbudowany został z okazji światowej wystawy Expo w 1958 roku, a skonstruował go Andre Waterkeyn. Ta perełka architektoniczna mieści się Laeken, do którego z centrum Brukseli można bez problemu dojechać metrem. Przy okazji będzie można zobaczyć kolejne ciekawe "obrazki" na poszczególnych stacjach podziemnej kolejki. Atomium składa się z 9 sfer (średnica 18 metrów), połączonych 20 korytarzami (długość 40m) i faktycznie robi wrażenie. Oczywiście, jak większość obiektów w Brukseli, nie pasuje ono do całości miasta, ale czy PKiN nie odstaje nieco od nowych wieżowców w Warszawie? Z okien najwyższej sfery można podziwiać panoramę Brukseli, a także Mini Europę – kompozycję miniaturowych obiektów z niemal wszystkich miast europejskich. Znajdują się one w pobliskim Bruparku, gdzie wybrałam się także osobiście. Przy wejściu otrzymuje się przewodnik, który dostępny jest także "w języku polskim". Niektóre z zabytków mniej lub bardziej nawiązują do I wojny światowej - to na jej wspomnienie w Belgii kładzie się dużo większy nacisk niż w innych państwach europejskich, gdzie uznaje się II wojnę światową za "ważniejszą" i bardziej dotkliwą w skutkach. I tak w Mini Europie zobaczyć można m.in. Pomnik Wolności, wzniesiony jako symbol niepodległości Łotwy po I wojnie światowej, paryski Łuk Triumfalny, pod którym znajduje się grób Nieznanego Żołnierza poległego w latach 1914-18, Brama Brandenburska, na szczycie której znajduje się kwadryga, będąca symbolem stałych napięć między Niemcami a Francuzami, a także Gdańsk, który na mocy traktatu wersalskiego z 1920 r. stał się wolnym miastem. W Mini Europie są także m.in. wenecki Palazzo Ducale i La Mancha, przywracająca w naszych duszach postać Don Kichota i jego wiernego giermka Sancho Pansy. Wszystkie makiety zostały wykonane w skali 1:25 i są bardzo dokładne. Np. w makiecie areny torreadorów w Sevilli znajduje się 6 tys. ręcznie malowanych figurek. To miejsce naprawdę warto odwiedzić!
























































































































Obrazki ścienne na stacji metra przy Bruparck

Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że w Brukseli znika wszystko, co piękne i tradycyjne. Na każdym kroku dostrzega się kontrasty - jest Parlament Europejski - symbol wielkiego świata i skupienia wszystkich europejskich nacji, jest robiący wrażenie pasaż św. Huberta z 1847 sklepami, galeriami, kafejkami i restauracjami, ale też oprócz starych zabytkowych kamienic, pokrytych kolorowymi rysunkami, w oddali wyłaniają się osiedla pełnych szarych, smutnych bloków. Przechodząc przez miasto można trafić do dzielnic, w których kompletnie NIC się nie dzieje, a odnalezienie żywej duszy graniczy z cudem, po czym za rogiem wpaść na tłumy osób będących w ferworze zakupów. Na poboczach pozostawiane są wielkie worki ze śmieciami, a spoglądając w bok zabytkowego trotuaru można dostrzec wyburzane domy, na miejscu których mają powstać monotonne nowoczesne zabudowania. Następnie przed oczami staje posąg babci, grzebiącej w portmonetce - czy ma jakieś przesłanie? Szczerze? Nie wiem. To pewnie przypadek, że tam stoi. Podobnie jest z komiksową kocicą na rowerze i ze szklaną windą miejską, do której można dostać się przy gigantycznym gmachu sądów, w samym centrum. 

Parlament Europejski. Pusto, bo sobota - europosłowie odpoczywają.






Pasaż św. Huberta

































































































Jest i Hollywood w Brukseli ;)



Czy to aby na pewno stolica Wielkiej Europy?



















































































































Winda miejska w samym centrum Brukseli
















































Trzeba jednak przyznać, że w Brukseli sporo zieleni, a przy okazji - mnóstwo pomników królów, artystów, świętych itp. Wychodząc z pasażu św. Huberta, trafimy do miejsca, gdzie znajdują się restauracje z doskonałym jedzeniem i kawiarenki, a przed nimi - "naganiacze", którzy zrobią wszystko i powiedzą najbardziej zmyślony komplement, aby zwabić do siebie nowych gości. Większość lokali oferuje kuchnię zagraniczną - włoską, hiszpańską, grecką. Muszę jednak zaznaczyć, że jadłam tu najlepsze jak dotąd spaghetti frutti di mare! Poza tym - gofry, piwo i frytki są na każdym kroku! 

Bruksela to dziwne miasto, ale ma swój urok. Nie wiem, czy każdy odbierze je tak, jak ja. Ma jednak w sobie tyle sprzeczności i tyle przypadków, że chyba nie ma szans, aby przynajmniej w jednym calu komuś nie przypadła do gustu.

Manneken Pis w wersji muralowej



















































Katedra Notre Dame du Sablon






















































































































































































































































środa, 22 lipca 2015

Castel Gandolfo, czyli wakacje u papieża cz. II

























Kolejny przystanek na szlaku "papieskich wakacji" to oczywiście Castel Gandolfo. To urocze miasteczko, położone ok. 25 km na południowy wschód od Rzymu ma status eksterytorialny, co oznacza, że jest wyłączone spod jurysdykcji Włoch, na rzecz Stolicy Apostolskiej. Od XVII wieku znajduje się tu letnia rezydencja papieży - pałac, do którego przybył Urbana VIII, aby schronić się przed uciążliwymi upałami w Rzymie. To zrozumiałe, bo miasto znajduje się na 426-metrowym wzgórzu, dzięki czemu odczuwa się tu dający wytchnienie chłód i świeżość.

Nazwa miasta pochodzi od nazwiska rodu szlacheckiego Gandolfich. Ok. 1200 roku rodzina wybudowała tam zamek, który stał się później Pałacem Apostolskim i trafił w posiadanie Kurii Rzymskiej. W następnych dziesięcioleciach został rozbudowany. Obecnie w skład tzw. "willi papieskich" wchodzą trzy budowle pochodzące z różnych epok historycznych. Papież Benedykt XVI miał powiedzieć o tym miejscu: "Tu znajduję wszystko: góry, jezioro, a nawet widzę morze. Ludzie tutaj są uprzejmi". Te słowa zostały wyryte na tabliczce, zawieszonej na fasadzie siedziby władz miejskich, naprzeciwko Pałacu Apostolskiego.

Oprócz wakacyjnej posiadłości papieża, znajdują się tu także inne rezydencje, domy, restauracje, kościół S.Tommasim oraz obserwatorium astronomiczne. To jedno z najczęściej odwiedzanych przez pielgrzymów miejsc. Podobno w czasie, gdy przebywa tu papież, ulice są zatłoczone i trudno gdziekolwiek przejść w spokoju. Ja byłam właśnie w tym okresie, jednak oprócz momentu oczekiwania na papieską audiencje, tłum nie był zbytnio uciążliwy.Wypatrzyłam za to siostry zakonne, które w małym samochodziku zachowywały się jak typowe "szalone zakonnice" z filmu. Obrazek bezcenny.

Castel Gandolfo leży nad urzekającym jeziorem Albano. Jest ono tak magiczne, że patrząc na nie, zapomina się o całym świecie, a całe ciało przeszywa wewnętrzny spokój. Ten niezwykły widok pozostaje w pamięci na bardzo długo, a wizyta w letniej posiadłości papieża jest naprawdę duchowo pokrzepiająca. Tak mało, a cieszy.

































































































  











sobota, 11 lipca 2015

Ogrody watykańskie, czyli wakacje u papieża cz. I



























Zastanawialiście się kiedyś, co kryje się za murami Bazyliki św. Piotra? Watykan, czyli najmniejsze państwo na świecie, ma w sumie 44 hektary. Co znajduje się na tym obszarze? Jakiś czas temu miałam okazję to sprawdzić.

Watykan powstał w 1929 r., aby zagwarantować autonomię i niezależność papieżowi jako głowie kościoła powszechnego. To monarchia absolutna - oficjalnie, zgodnie z Konstytucją, pełnię władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej dzierży właśnie papież. W praktyce są jednak wydzieleni odpowiedni urzędnicy, działający w jego imieniu. Sama nazwa "Watykan" ma charakter świecki - mówi się tak, aby nie sakralizować państwa. W innym przypadku, mając na myśli podmiot stosunków międzynarodowych i obrotu prawno-międzynarodowego, powinno używać się nazwy "Stolica Apostolska". Paszport watykański posiada ok. 800 osób, w tym tylko połowa rezyduje na terenie państwa. Nie istnieje jednak coś takiego jak "narodowość watykańska". Obywatelstwo mają np. kardynałowie pracujący w Rzymie, gwardia szwajcarska (armia Watykanu) oraz członkowie rodzin urzędników, o ile wspólnie zamieszkują teren państwa. Część placu św. Piotra to własność Watykanu. Jednak ponad połowa całej powierzchni to Ogrody Watykańskie. Znajdują się tu m.in. radio watykańskie, poczta watykańska, bank watykański, a nawet stacja benzynowa. Czy można to wszystko zobaczyć na własne oczy? W 2011 r. umożliwiono zwiedzanie, ale wyłącznie autokarowe - mały busik na metan obwoził turystów po Ogrodach i zatrzymywał się przy 12 miejscach. Dzięki temu, można było podziwiać m.in. siedzibę Papieskiej Akademii Nauk (pałacyk Piusa IV), gmach gubernatoratu, drzewo oliwne podarowane przez rząd Izraela, słynną Wieżę Świętego Jana, gdzie co lato urlop spędzał Jan XXIII, a także stację kolejową Watykanu i lądowisko papieskiego helikoptera. 

Odkąd Watykan zamieszkuje dwóch papieży (urzędujący Franciszek i papież emeryt - Benedykt XVI), wycieczki takie nie są już praktykowane. Na terenie Ogrodów znajduje się bowiem Dom świętej Marty, do którego papież Franciszek lubi udawać się na piechotę oraz klasztor Mater Ecclesiae, w którym po abdykacji zamieszkał Benedykt XVI. Na dodatek, popołudniami przy grocie Matki Bożej z Lourdes odmawia on różaniec. Podczas zwiedzania, trudno byłoby ominąć te miejsca i zagwarantować papieżom bezpieczeństwo. 

Mnie udało się zobaczyć te wszystkie piękne miejsca, naznaczone historią i cudowną symboliką, na własne oczy. Na dodatek - nie z autokaru, ale podczas spaceru w piękny letni dzień.

































































































































































































To tutaj znajduje się także oryginalny Dzwon Milenijny, który obwieścił światu nadejście Roku Jubileuszowego 2000. Jego odlanie zlecił Jan Paweł II, który chciał, aby ideą tego roku był powrót do Ojca oraz pojednanie z Bogiem i ludźmi. Dzwon ma 6 m średnicy i waży 5 ton. Znajduje się na nim płaskorzeźba Jana Pawła II otwierającego Święte Drzwi, herb papieski, napis: "JUBILEUM MM" oraz gmerk, czyli nazwę odlewni (Marinelli). Zdjęcie wyżej - lądowisko papieskiego helikoptera.


















































































































Dzięki, W.